niedziela, 29 września 2013

Pożegnanie

Nie dodajemy już rozdziałów, gdyż stwierdziłyśmy, że to nie ma sensu.
Nikt nie czyta, brak komentarzy. Po prostu nie ma dla kogo pisać.
Nawet nw, po co dodaję tego posta, bo zapewne nikt go nie przeczyta, ale BELIEVE co nie ?
Mam nadzieję, że ten krótki blog miał pojedynczych czytelników.
Przepraszam, że karzę tych czytelników, ale pisanie dla innych opowiadania, które nie jest czytane nie ma dla mnie sensu.
Jeśli bd jakieś hejty to tylko i wyłącznie kierujcie je do mnie ( pisze to Aldona )
Cloe nie jest niczemu winna :D
Mam nadzieję, że nie gniewacie się :)
Kochamyy was :***

piątek, 20 września 2013

Rozdział 6

Obudziłam się i spojrzałam na Justina. Jeszcze spał. Patrząc na jego twarz, zrozumiałam, że on jest taki piękny, a ja taka przeciętna. Nie możliwe, że ja i on będziemy razem. Dwa różne światy. Pozwoliłam sobie na położenie dłoni na jego umięśnionym torsie. Gładziłam ręką jego six-pack. Nagle otworzył oczy, a ja szybko cofnęłam rękę...
- Co ty robisz ? - zapytał zdezorientowany Justin.
- Justin, ja... y.., przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło...
- Nie tłumacz się. To było nawet przyjemne, ale musisz ponieść karę za naruszenie mojej przestrzeni osobistej.
- Ja naprawdę przepraszam - powiedziałam przerażona -ja, ja nie... - przerwał mi nagły wybuch śmiechu z mojej strony wywołany łaskotaniem.
- Ju..Justin, przestań. Proszę.
- Nie, haha...
Złapałam poduszkę leżącą obok mnie i uderzyłam nią Justina.
- O, to tak chcesz się teraz bawić ? To proszę bardzo..
Rozpoczęliśmy wojnę na poduszki. Justin wygrywał, a ja cudem zeszłam z łóżka i zaczęłam biegać po całym domu z poduszką w rękach drąc się i krzycząc na całe gardło. Justin gonił mnie. Nagle potknęłam się o jakiś przedmiot i upadłam. Justin błyskawicznie był obok mnie.
- Nic ci nie jest ? - spytał smutno Justin.
- Justin, boli mnie mocno...
- Co ? Mów szybko.
- Haha. Żartowałam. - zaśmiałam się i mu uciekłam. Niestety złapał mnie, a sądziłam, że nie uda mu się to. Objął mnie wokół bioder i szepnął do ucha :
- Mam cię księżniczko, już mi nie uciekniesz.
- Nie mam najmniejszego zamiaru. - obróciłam się w jego stronę i wtuliłam się w jego ciepły tors - Dziękuję - szepnęłam - Dziękuję, że jesteś dla mnie taki miły. - powiedziała, uśmiechając się do siebie.
- Nie masz za co dziękować. - odpowiedział to tak troskliwie, że motylki zaczęły buszować po moim brzuchu.
Nagle zaburczało mi w brzuchu. Zaśmialiśmy się oboje. 
- Chyba twój żołądek domaga się jedzenia.- zaśmialiśmy się ponownie.
- No chyba tak. Co zjemy ?
- A na co masz ochotę ?
- Obojętnie. Coś co ty zrobisz, bo gotujesz bardzo smacznie. - powiedziałam z uśmiechem, a potem w myślach:
- I bardzo seksownie.
- Ale musisz mi pomóc. - spojrzałam na niego z zdezorientowaniem
- Ale ja nie umiem gotować.
- Nie martw się. Podszkolę cie. - mówiąc to uśmiechnął się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
- Ale... ?
- Nie ma żadnego ale. Pomagasz mi i już.
- No dobra. Ale najpierw idziemy się ubrać.
- Serio ? Myślałem, że tak możemy gotować. - powiedział z udawanym smutkiem i mordką szczeniaczka.
- Haha, chciałoby się.
Pobiegłam na górę. Ubrałam bokserkę i spodenki. Po chwili przyszedł Justin, a ja zeszłam na dół i usiadłam na kanapie, by poczekać na Justina. Kiedy przyszedł, wzięliśmy się za śniadanie. Zrobiliśmy prostą jajecznicę. Może i była prosta, ale bardzo smaczna. o zjedzeniu pomyliśmy wszystko i zaczęliśmy oglądać telewizję. Cały dzień leżeliśmy na kanapie. Nie chciało nam się robić obiadu, więc zamówiliśmy pizze. Zasnęłam podczas jakiegoś filmu.
*Justin*
Kiedy Jenn zasnęła, nie potrafiłem się skupić na filmie. Byłem w nią tak wpatrzony. Ona jest taka piękna. Pomyślałem, że pójdę po koc. Wstałem i ułożyłem ją delikatnie na poduszce i gdy próbowałem zrobić krok, Jenn złapała mnie za rękę i powiedziała szeptem:
- Nie idź. Proszę.
- Nigdzie się nie wybieram. Idę tylko po koc, by cię przykryć.
*Jenny*
- Nie idź. -nie chciałam zostać sama.
- No dobrze. - usiadł przy mnie, a jak przytuliłam się do niego.
Siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Nagle kichnęłam.
- Na zdrowie. Chyba chora jesteś.
- Nie, to zapewne tylko reakcja alergiczna, albo coś.
Znowu kichnęłam.
- To chyba nie to. Chodź, musisz się położyć, żebyś bardziej nie rozchorowała się.- Justin wziął mnie na ręcę i zaniósł do pokoju. Położył mnie na łóżku i przykrył.
- Nie wychodź z łóżka. Zaraz przyjdę.
Po kilku minutach przyniósł mi szklankę wody i tabletki.
- Chyba nie chcesz mnie faszerować ? - powiedziałam śmiejąc się.
- Nie. Te są skuteczne, więc może nie będę musiał wciskać ci więcej.
W nocy nie mogłam zmrużyć oka, bo cały czas męczył mnie kaszel i katar.
Rano wstałam z łóżka. Byłam tak zmęczona, że nie mogłam ustać na nogach. Od łóżka zrobiłam jedynie kilka kroków w stronę łazienki i upadłam na ziemię. Chyba Justin to usłyszał, bo biegł po schodach. Chwilę później znalazł się przy mnie. Spojrzał na moją twarz i zobaczył w moich oczach totalne zmęczenie.
- Chyba nie spałaś za dobrze. - podniósł mnie i zaniósł na łóżko.
- Chciałam tylko pójść do łazienki. Zrobiłam kilka kroków i opadłam z sił. Nie wiem co się ze mną dzieję.
- Spokojnie. Zrobię ci śniadanie i wtedy spróbujesz zasnąć, dobrze ?
- Dobrze.
Justin zrobił mi śniadanie i poczekał, aż zjem. Wychodząc pocałował mnie w czoło.
W końcu udało mi  się zasnąć.
***
Obudziłam się jakoś koło 3. Było strasznie ciemno. Zgłodniałam. Poszłam do kuchni, a tam siedział Justin.
- Cześć.
- Cześć. Nie śpisz ?
- Nie. Zgłodniałam.
- Aha. Lepiej się już czujesz ?
- Zdecydowanie lepiej. - uśmiechnęłam się.
- Zrobić ci coś do jedzenia, kochanie ?
- Tak, poproszę.
Powiedział do mnie kochanie ... Czy najwyższy czas, by mu wyznać co czuję ? Nie wiem. Spróbuję.
- Justin ?
- Tak ?
- Czy myślałeś już o swojej przyszłości ?
- Niedługo znajdę pracę i wgl. Czemu pytasz ?
- Nie, to znaczy, nie chodziło mi o to. Nie ważne.
- Nie widzę swojej przyszłości bez ciebie.
_____________________________________________________________________________
Tak, wiem, że dałam później rozdział, ale miałam małe komplikacje. To nie wina Cloe tylko moja, więc nie miejcie jej nic za złe. Starałam się dać wcześniej, ale nie wyszło mi to, ale mam nadzieje, że nie gniewacie się na mnie. Mile widziane komentarze, które motywują nas do dalszej pracy. :D
Klaudia http://ask.fm/clloeee  https://twitter.com/coldbelieber
Aldona   http://ask.fm/missaldona1111 https://twitter.com/AldonaBarlasz

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 5

Gniew tak mną zawładnął, że sama siebie nie poznawałam. Po jakiś  20 min doszłam do parku . Usiadłam na najbliższej ławce, by  wszystko przemyśleć. Cieszyłam się, że  przezwyciężyłam strach i wygarnęłam im to wszystko. Z drugiej strony , byłam przerażona, bo niewiedziałam gdzie się teraz podzieję. Pomyślałam o Justinie. Chciałam pójść do niego, ale bałam się , że będę mu się narzucać. Nie chciałam tego robić, ale nie miałam wyboru. Zadzwoniłam do niego :
- Hej Justin.
- Hejka Jenn co tam ? - słychać było jego radość, że zadzwoniłam.
-SŁuchaj - powiedziałam ze zmieszaniem- mam pewną sprawę.
-Tak ?
-Czy mogłabym spędzić u ciebie kilka nocy ? - spytałam z nadzieją, że odpowie tak.
-Pewnie , wpadaj.
Odetchnęłam i powiedziałam :
-Dzięki , niedługo będę.
I rozłączyłam się .
Jeszcze jakieś 10 min siedziałam by ochłonąć. Wkońcu ruszyłam. Do Justina nie było tak daleko , więc szłam powoli, by ogarnąć się do stanu normalności.
  Wkońcu doszłam do jego domu, stanęłam przed drzwiami  i zapukałam. Justin po jakichś 10 sekundach znalazł się w drzwiach. Gdy zobaczył moją wypchaną przez ciuchy i rożne rzeczy  walizkę, trochę posmutniał, bo pewnie stwierdził, że to przez niego nie mam gdzie mieszkać. Tak wyczytałam w jego oczach. Nagle powiedział :
- To moja wina. Mogłem cię wtedy nie zatrzymywać .
- Po prostu chciałeś dla mnie dobrze. Już miałam dość tego traktowania w domu. Po prostu już nie wytrzymałam.
NIe chciałam dalej żyć w tym syfie, które nazywane jest " rodziną " . Ta "rodzina" była strasznie toksyczna . Nie chcę żyć jak śmieć i postanowiłam coś zmienić = zaczęły mi się zbierać łzy w oczach.
Justin jak tylko to zobaczył, podszedł do mnie , wziął moją twarz w dłonie i odkrył mojego siniaka na twarzy. Rozpłakałam się na dobre. Zaczął gładzić mojego siniaka, tak aby nie zrobić mi gorszej krzywdy. Trochę to bolało , ale  było też przyjemne uczucie jego chłodnej dłoni, która cudownie otulała mój obolały policzek.
- Jestem przy tobie okej ? Nigdy cię nie zostawię - mówiąc to pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję -  odparłam ze łzami w oczach.
- NIe płacz kochanie , możesz zostać tu ile tylko chcesz.
-Wiem ale nie mogę ci długo siedzieć na głowie. Nie chcę być problemem.
- Ej ej shh.. - uciszył mnie - Nie jesteś żadnym problemem.
Pocałował mnie z taką namiętnością jakiej nigdy wcześniej nie doznałam.
Kocham Justina, wiedziałam to od pierwszej chwili... Gdy go poznałam, to we mnie spowiło się takie uzucie , tak silne , że poczułam, iż on jest tym jedynym. Ale niemogę mu tego powiedzieć..
- Czemu to zrobiłeś? Czemu mnie pocałowałeś ?
-NIe wiem , przepraszam.. - powiedział.
- Nie przepraszaj , jest okej.
- Wejdźmy może do środka , chyba nie chcesz tutaj tak stać . - odpowiedział zmieszany .
-Masz rację.
-Przygotuję ci miejsce na twoje rzeczy.
- Okej - usiadłam  na kanapie Justina i włączyłam telewizję.
Po 10 minutach Justin wszedł do salonu.
- już wszystko gotowe prześpisz się w sypialni, a ja tutaj na kanapie.
- Nie - szybko odpowiedziałam.
- Dlaczego ? - podszedł do mnie.
- Nie pozwolę na to byś się męczył na kanapie, a jeśli już , ktoś ma spać na kanapie będę to ja.
- NIe ja ci nie pozwolę spać tu , nie ma mowy.
- To może pójdźmy na kompromis?
- No słucham.
- Tak to mi odpowiada. - Odparł z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- Okej to ja pójdę się odświeżyći się położę.
-Okej, ja pooglądam jeszcze telewizję.
Po 10 minutach spędzonych w łazience, poszłam się położyć.
NIe mogłam zasnąć .
Zaczęła się burza. Cholera, jak ja boję się burz. Grzmoty i wogóle...
Poszłam do salonu, w którym zastałam Justina w samych bokserkach, chciałam się wycofać , ale było już za późno , zauważył mnie...
- co się stało ? - zapytał.
-Justin , boję się mógłbyś się już ze  mną położyć ?
- Oczywiście - wyłączył telewizor, złapał mnie za rękę i poszliśmy do sypialni.
Justin objął mnie ramieniem i zasnęłam..

_____________________________________________________________________________
I jak się rozdział podoba ? Nowego możecie spodziewać się za 2- s dni ;)
Klaudia http://ask.fm/clloeee  https://twitter.com/coldbelieber
Aldona   http://ask.fm/missaldona1111 https://twitter.com/AldonaBarlasz
kochamy ;*

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 4

Obudziłam się rześka, lecz bez Justina obok siebie. Wstała i poszłam do łazienki, lecz jego tam nie było. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Zapachniało jajecznicą.
- Głodna ? - zapytał bez odwracania się.
- Bardzo - zaburczało mi w brzuchu.
- No to świetnie. Mam nadzieję, że nie jesteś na nic uczulona ? - zapytał z uśmiechem
- Nie, więc masz szczęście. - odpowiedziałam śmiejąc się - Po śniadaniu będę musiała iść do domu.
- Tak wcześnie ? Jest dopiero dziewiąta. - powiedział z rozczarowaniem.
- Serio ? To już muszę spadać, żeby nie było akcji z ojcem. Nie chcę mieć kolejnego naznaczenia na twarzy. - posmutniałam przypominając sobie ojcowską dłoń na mojej twarzy.
- Spokojnie. Najpierw coś zjedz. Po śniadaniu odwiozę cię.
- A jak ...
- Nic się nie martw. Odwiozę cię. A teraz jedz.
- No dobra.
Po śniadaniu, Justin odwiózł mnie. Niestety nie myliłam się co do ojca. Spotkała mnie kara.
- Gdzie byłaś ? - spytał ojciec z wściekłością.
- U kolegi. Przecież napisałam sms-a, że nie musicie się martwić.
- Sms ?! I to wszystko ?! Nawet nie zapytałaś się czy możesz. Pół nocy żeśmy się z matką zamartwiali.- Krzyczał tak głośno, że pewnie sąsiedzi słyszeli wszystko.
  - Ja was nawet nie obchodzę, a ty mi wciskasz kit, że się zamartwialiście ? Nigdy w życiu bym w to nie uwierzyła. - zaczęłam mówić to z ironicznym uśmiechem.
I nagle CHLAST !!!
- Nie waż się tak mówić, rozumiesz ? A teraz marsz do swojego pokoju i nie pokazuj mi się na oczy - patrzał się na mnie tak jakby chciał mnie zabić.
- Nienawidzę cię. Mam dość tego, że traktujesz mnie jak szmatę. Możesz zapomnieć, że kiedykolwiek miałeś córkę.- mówiła to z takim obrzydzeniem do jego osoby, że miałam chęć wymiotować.
Ojciec pobladł, a ja pobiegłam na górę do swojego pokoju i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Podczas pakowania, przyszła mama i próbowała mnie udobruchać.
- Skarbie ?- powiedziała mama.
- Czego chcesz ? Masz czelność tu przyłazić ? Cały czas tylko patrzyłaś jak on mnie bił. Nic z tym nie robiłaś, a nawet udawałaś, że nic się nie stało. Gdzie byłaś kiedy cię potrzebowałam ? No gdzie ? - Mój gniew tak mną zawładnął, że cieszyłam się, że w końcu miałam odwagę jej to wszystko wygarnąć.
- Ale skarbie ?
- Co skarbie ?! Nie skarbuj mi teraz! Zrozum to. Nie chcę cię widzieć, rozumiesz ? Wynoś się! - mój gniew osiągnął wysokie poziomy.
- Ale... ?
- Wynoś się !!!
 W końcu wyszła i mogłam dokończyć pakowanie. Zabrałam walizkę, zeszłam po schodach i kierując sie w stronę drzwi, powiedziałam :
- Mam nadzieję, że nie zobaczę was więcej, bo nie mam zamiaru znowu przechodzić tego koszmaru. - Zdecydowanym ruchem otworzyłam drzwi i wyszłam.
_________________________________________________________________
I Jak podobał się rozdział ? Troszkę krótki, ale staramy się robić coraz dłuższe :D
KLaudia https://twitter.com/coldbelieber  http://ask.fm/clloeee
Aldona http://ask.fm/missaldona1111
https://twitter.com/AldonaBarlasz
Kochamyy waaas :**

piątek, 13 września 2013

Rozdział 3

Spotykaliśmy się w wolnych chwilach, lecz ciągle obawiałam się komplikacji. Wciąż było jakieś „ale”. Sądziłam, że gdy będziemy wystarczająco blisko, on zapyta „dlaczego ?” patrząc na moje okaleczenia, a ja rozpadnę się na miliony kawałków. Nie chciałam mówić o moim życiu, bo to było zbyt bolesne dla mnie. Ojciec był biznesmenem, więc ciągle nie było go w domu, lecz gdy już był i siedział w swoim fotelu ze szklanką whiskey w ręku, to wiedziałam, że coś poszło nie tak i za każdym razem, gdy zobaczył mnie przechodzącą niedaleko, zawołał mnie i wyżywał się na mnie uderzeniem w twarz pod pretekstem złych ocen, nie słuchania się mamy, czy późne powrotu do domu. Zawsze coś wymyślił. Matka nic z tym nie robiła, zawsze udawała, że nic nie widziała. Wtedy zaczęłam się ciąć, bo to mnie uspokajało. Gdy krew wypływała z rany w myślach mówiłam sobie, że razem z krwią wypływają ze mnie wszystkie smutki, wszystko co złe. Kiedy miałam siniaki na twarzy od uderzenia ojcowskiej ręki, w szkole mówiłam, że wywaliłam się lub coś. Wtedy cała szkoła śmiała się ze mnie, że jestem kaleką na większą skalę. Na szafkach, drzwiach przeróżnych klas, gazetkach, widniały zdjęcia z moją podobizną. Były wywieszane po każdym nowym siniaku. Nawet moje najlepsza przyjaciółka odwróciła się ode mnie, bo bała się, że z niej też będą drwić. Więc zostałam z tym sama.
W tym momencie byłam z Justinem na spacerze. Szliśmy w milczeniu. Ptaki w parku kwiliły radośnie. Ja nie miałam się z czego cieszyć. W głowie wyświetlał mi się obraz ojca bijącego mnie, zdjęcia ze szkoły i śmiechy. Ciągle śmiechy. Nagle wybuchłam płaczem. Justin od razu mnie przytuli i uciszał.
– Co się stało ?
– Zabierz mnie stąd. Proszę.
– Dobrze, pójdziemy do mnie.
Przytulił mnie mocno, wziął mnie na swoje silne ramiona i zaniósł do siebie. Płakałam w jego bluzę. Kiedy wreszcie dotarliśmy, wniósł mnie do domu, a potem do swojego pokoju. Usadowił mnie na łóżku. Usiadł obok i zaczęłam mu wszystko opowiadać od początku do końca. Kiedy skończyłam opowiadać zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy całą noc. Spojrzałam na zegarek, widniała na nim godzina 02:31. Zamarłam.
– O matko ! Przecież rodzice mnie zabiją. Muszę iść do domu.
– Nigdzie nie idziesz. Jest noc i nie wiadomo kogo spotkasz na ulicy. Zostaniesz tu. Napisz do rodziców, że przenocujesz u mnie.
– Na pewno ? – spytałam.
– Na pewno – odpowiedział pewny siebie.
– No dobra.
– No to ty będziesz spała na moim łóżku, a ja prześpię się na fotelu by dotrzymać ci towarzystwa. Idę pod prysznic.
– Ok. Ja napiszę do mamy.
– Spoko.
Do : Mama
Jestem u kolegi. Nic mi nie jest. Nie musicie się martwić.
Po jakichś 15 min. Justin wyszedł z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Nie zaprzeczam: ma niezłe ciało.
– Twoja kolej. Napisałaś do mamy, że nocujesz u mnie ?
– Tak.
– Ok. Ręczniki są w łazience w szafce. Trzymaj – rzucił mi spodnie dresowe i białą koszulkę – musisz mieć coś do ubrania.
– Dzięki – poszłam w stronę łazienki.
Zaczęłam się rozbierać. W końcu weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę i pozwoliłam, by krople wody otuliły moje ciało. Po chyba 10 min. wyszłam i owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam w lustro i ujrzałam swoją twarz. Wiedziałam na pewno, że nie nadaję się do wszystkiego. Jestem taka słaba i … odrażająca. Nagle zaczęłam płakać.
– Czy coś się stało ? – zapytał wchodząc do łazienki z troską w oczach.
– Jestem odrażająca – rozpłakałam się jeszcze bardziej.
– Czemu tak sądzisz ? – otulił mnie ramieniem, a ja oparłam czoło o jego klatkę piersiową.
– Nawet nie potrafię poradzić sobie z problemami. Jestem bezużyteczna. – Nadal nie potrafiłam powstrzymać łez.
– To nie prawda. Dla mnie zawsze będziesz piękna, mądra i silna. Nie słuchaj tych, którzy życzą ci źle. Ludzie nie są warci czyichś łez, a już na pewno nie twoich.
– Dziękuję, że jesteś przy mnie. Nie wiem czy poradziłabym sobie bez ciebie.
– Ważne, że jesteś szczęśliwa. Już wszystko dobrze ? – kochałam go za tą troskę o mnie.
– Tak. Dziękuję.
– Po to jestem. – Jego uśmiech tak mnie rozpraszał, że nie wiedziałam co zrobić. Wychodząc pocałował mnie w czoło.
Gdy Justin wyszedł z łazienki, zrzuciłam ręcznik i ubrałam się. Weszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Śledziłam ruchy Justina, gdy gasił światło i układał się do snu na niewygodnym fotelu.. Po kilku sekundach spędzonych w ciszy powiedziałam :
– Justin ?
– Tak ?
– Zaśniesz ze mną ?
– Dobrze.
Justin położył się obok mnie i przytulił się. Zasnęliśmy szybko. Wtedy byłam szczęśliwa.
_________________________________________________________________
Kolejnego rozdziału można się spodziewać: niedziela/poniedziałek.
KLaudia https://twitter.com/coldbelieber  http://ask.fm/clloeee
Aldona http://ask.fm/missaldona1111
https://twitter.com/AldonaBarlasz
Kochamyy

Rozdiał 2

Jakąś godzinę później skończyliśmy nasze pogaduszki. Opowiedział mi o sobie i o tym jaki ma pech do dziewczyn. Powiedział, że zakochał się w pewnej dziewczynie, ale ona była z nim tylko dlatego, by być blisko jego brata.Justin nie utrzymuje już z nim kontaktu, bo nie chce by to się powtórzyło. Nie chce znowu być okłamywany i wykorzystywany.
Moi rodzice nie potrzebowali mnie. Mówili mi jak bardzo mnie kochają i wgl ale to było jakieś 10 lat temu. Teraz to nawet chyba nawet nie wiedzą, że istnieję. Wchodzę do domu jak cień. Nikt mnie nie przywita. Jestem jak powietrze – niezauważalne dla ludzkiego oka. Chciałabym być dla kogoś ważna. Nie sądzę, by to nastąpiło, ale pomarzyć dobra rzecz. Gdy Justin odprowadzał mnie, zauważył moje zamyślenie.
– O czym tak rozmyślasz ?
– Ja nie rozmyślasz.
– No jak nie ? Przecież widzę, że jesteś nieobecna.
– Przepraszam, po prostu dzisiaj, przed naszym spotkaniem, coś się wydarzyło.
– Co takiego ? – spytał zaciekawiony.
– Dziwnym trafem znalazłam się na moście. Nie wiem jak. Tam poznałam chłopaka. Nie wiem czemu, ale on martwił się o mnie. Nawet go nie znałam. Pewnie myślał, że coś sobie zrobię. Nawet przeszło mi to przez głowę, ale nie chciałam dopuścić tej myśli na dłuższy czas, by nie zagnieździła się we mnie i nie rujnowała mnie od środka. Miło było poczuć,że ktoś poświęca ci uwagę. Nie taką, że musi, lecz taką, że chce.
– Pewnie dobrze się czułaś w jego obecności ?
– Tak, ale nie tak dobrze jak przy tobie. – oboje wybuchnęliśmy śmiechem, choć wiedziałam, że to prawda. Miałam nadzieję, że on to wie.
___________________________________________________________
 Jak narazie rozdziały są krótkie , ale później będą o wiele dłuższe ;) 
Klaudia http://ask.fm/clloeee  https://twitter.com/coldbelieber
Aldona https://twitter.com/AldonaBarlasz  http://ask.fm/missaldona1111
Kochamy was ;*

Rozdział 1

Nagle znalazłam się na moście. Nie wiem w jaki sposób. Nie mogłam lunatykować, bo przecież jest 14. Niedorzeczność.
– Czy coś się stało ? – spytał chłopak, który pojawił się jakby znikąd.
– Nie, wszystko dobrze, tak tylko stoję. – odpowiedziałam zmieszana.
– Cześć, jestem Jake – wyciągnął do mnie rękę z uśmiechem na ustach.
– Hej, jestem … jestem … yyy … -moje zmieszanie dawało się we znaki.
– Spokojnie, nie jestem groźny, nic ci nie zrobię – z czułością w głosie mówił do mnie zbliżając się powoli z otwartymi ramionami.
    Odsuwałam się od niego zakrywając moje nadgarstki, choć widziałam, że zauważył moje nacięcia.. Nie chciałam by zadawał pytania.
– Czy na pewno wszystko ok ? – spytał zmartwiony.
– Tt – tt – ttak, tak myślę – nie wiedziałam co powiedzieć – m – mmu – muszę już iść.
– Ale zaczekaj, powiedz mi chociaż jak masz na imię? – krzyknął za mną Jake.
    Biegłam przed siebie, nie odwracałam się , lecz chciałam ostatni raz spojrzeć na Jake. I spojrzałam. Niestety nie zdążyłam się odwrócić i uderzyłam o chłopaka o zabójczym uśmiechu.
– O, przepraszam nie zauważyłam Cię – powiedział chłopak.
– Nie, to moja wina, nie patrzyłam, gdzie biegnę – ukrywając moje zainteresowanie jego osobą.
– To nic, jak masz na imię? – spytał mnie nowo poznany chłopak.
– Jestem Jenny, a ty? – moje zainteresowanie wzięło w górę.
– Justin, miło mi Cię poznać Jenny – uśmiechnął się przyjacielsko, a mi uginały się kolana, gdy widziałam jego śnieżnobiałe zęby.
    Podałam mu rękę, pełna zdecydowana, niestety podczas tego manewru odkryłam swoje okaleczenie. Zobaczyłam jego zmieszanie na twarzy i pomyślałam, że pewnie już jestem spalona u tego chłopaka. Jednak on postanowił zmienić temat, by polepszyć sytuację. Zrobiło mi się głupio, gdy zobaczył to co widnieje na moich rękach.
– Może pójdziemy na kawę i ciastko ? – spytał mnie mój nowy znajomy.
– Czemu nie – odpowiedziałam mu z małym uśmiechem.
Poszliśmy w stronę najbliższej kawiarenki rozmawiając i śmiejąc się.
—————————————————————————————————————–
Heeej. To jest pierwszy rozdział naszego opowiadania . " Naszego " bo piszą  to dwie autorki ;)
Klaudia link do ask'a
Aldona link do ask'a
Jeśli macie jakiekolwiek pytania  pytajcie na asku i na twitterze, jeśli jest ktoś kto chciałby być informowany przez twittera, bądź też  aska  pisze w komentarzach swój nick do wybranego portalu i pisze ask lub tt. Później zostanie  utworzona zakładka " informowani " i ta też będzie można  się zgłaszać . Widzimy KAŻDY  komentarz i naprawdę każdy komentarz jest na wagę złota . Linki do asków i twiterów , będziemy starały się dodawać pod każdym rozdziałem. ;)
Klaudia link do tt
Aldona link do tt
Kochamy was ;*